KONTAKT REGULAMIN PRZEKŁADANIEC PŁATNOŚCI WYCENA OFERTA O FIRMIE

KONTAKT ŁÓDŹ

tel. 607 409 244
tel. 42 648 00 15
e-mail: biuro@dwaslowa.pl

TŁUMACZENIA ONLINE 24h

TŁUMACZENIA ZWYKŁE
TŁUMACZENIA PRZYSIĘGŁE
TŁUMACZENIA SPECJALISTYCZNE

BEZPŁATNA WYCENA

CENNIK TŁUMACZEŃ

NAJNIŻSZE CENY
ATRAKCYJNE RABATY
DOBRE ROZWIĄZANIA!

PROFIL DWA SŁOWA

TŁUMACZENIA JĘZYKOWE
W PONAD 40 JĘZYKACH ŚWIATA!

DWA SŁOWA:
PROFESJONALIZM I TERMINOWOŚĆ

Dojazd do Biura autobusami linii:
- 82, 82A (ul. Gajcego)
- 90, 90A (ul.Rokicińska)

- Możliwość dojazdu do Klienta!

PRZEKŁADANIEC

Na początku było Słowo

W poszukiwaniu źródeł prasłowa sięgamy do pierwszego łacińskiego przekładu Biblii na łacinę – Wulgaty: "Quod fuit ab initio, quod audivimus, quod vidimus oculis nostris, quod perspeximus, et manus nostræ contrectaverunt de verbo vitæ." Słowa te znamiennie brzmią w języku Johna Miltona: "That which was from the beginning, which we have heard, which we have seen with our eyes, which we have looked upon, and our hands have handled, of the Word of life." (www.sacredtexts.com)

W języku polskim są one często cytowane w Biblii Tysiąclecia – przekładzie benedyktynów tynieckich z Krakowa: "Na początku było Słowo, / a Słowo było u Boga, / i Bogiem było Słowo." (www.biblia.deon.pl)

Święty Hieronim ze Strydonu - mistrz sztuki przekładu i patron wszystkich tłumaczy, asceta, retor i filozof wnikliwie studiujący Pismo Święte – Stary Testament w języku hebrajskim i Nowy Testament w języku greckim, przełożył tekst Pisma Świętego na łacinę w latach 382–406 n.e.

Wulgata w przekładzie św. Hieronima jest pierwszą księgą wydaną drukiem jako Biblia Gutenberga, a zarazem pierwszą w Europie wydrukowaną książką! Jest to kompletne wydanie Pisma Świętego wydrukowane w latach 1452-1455 w Moguncji przez Gutenberga. Ten łaciński tekst w tłumaczeniu św. Hieronima jest nazywany również Biblią Czterdziestodwuwierszową, bo wydrukowaną w wąskim układzie dwułamowym 42-wierszowym. Biblia Gutenberga jako najbardziej wartościowy obiekt została wpisana na międzynarodową listę UNESCO Pamięć Świata w 2001r.

Rozpowszechniony przekład Biblii na łacinę jest uważany za najważniejszy tekst dla średniowiecznej Europy Zachodniej. Miał on wpływ na literaturę, sztukę sakralną, muzykę i język. Takie słowa jak: creatio, salvatio, testamentum, regeneratio znalazły się w słowniku nowożytnych języków europejskich dzięki Wulgacie. Tak wybitne dzieła literackie, jak: "Boska komedia" Dantego Alighieri, "Dekameron" Giovanniego Boccaccia, "Utopia" Tomasza Morusa, "Lewiatan" Tomasza Hobbesa cytują Wulgatę. Muzyczny utwór do łacińskiego tekstu Wulgaty pt.: "Magnificat" napisał Jan Sebastian Bach, a Józef Haydn w oratorium "Siedem ostatnich słów Zbawiciela na krzyżu" i Hektor Berlioz w oratorium "Dzieciństwo Chrystusa" nawiązywali do przekładu św. Hieronima.

Homer jest wieczny!

O przekładach pisał z ujmującym humorem i w znanym sobie gawędziarskim stylu Melchior Wańkowicz, autor zbioru felietonów "Zupa na gwoździu" z 1967r. Wańkowicz to ziemianin z Kresów, dziennikarz i publicysta, twórca wydawnictwa "Rój" , prekursor copywritingu znany ze sloganów: "Cukier krzepi" i "Lotem bliżej", korespondent wojenny II Korpusu Polskiego gen. Władysława Andersa i autor reportażu "Bitwa o Monte Cassino". Długo by wymieniać, by na nowo odkryć tego wybitnego polskiego pisarza i literackiego indywidualistę, pod którego zdjęciami z czasów warszawskich widnieje oryginalny podpis - King.

Twórca "Zupy na gwoździu" sam przyznaje, że: "sprawa przekładów jest marotą świata literackiego, jest wężem morskim pism literackich. One też mają swoje ogórki, w czasie których redaktor naczelny wyjeżdża na urlop, a literatyzujące kuzynki sekretarza redakcji zapełniają szpalty lawiną przekładów wołających o pomstę do nieba." I w następnym fragmencie konstatuje, że "musi ktoś czuwać nad przekładami. Opinia publiczna nie wystarcza, aby nam nie fałszowano produktów żywnościowych. Jest na to grzywna. Masło mogę próbować, biorąc na język, ale jak wypróbować w księgarni tłumaczenie? Gdybym znał język oryginału, nie kupowałbym przekładu. A skoro go nie znam, jestem bezbronny. I kupuję autora, który nie jest sobą." Wańkowicz wspomina nie lada wydarzenie: Józef Wittlin – tłumacz "Odysei" otrzymał od Prezesa Penclubu Jana Parandowskiego nagrodę tysiąca złotych dla tłumaczy. W trakcie bankietu autor "Soli ziemi" wspominał, że "przekład począł się z ucieczki od okropności wojny (…) i że Homer jest wieczny". By ustrzec się przed "groźnym klanem paniuś amatorek" Wańkowicz swoiście gdyba nad nadaniem specjalnych praw tłumaczom Penclubu i opatrzeniem tych arcyświetnych przekładów pisarzy międzywojnia rozpoznawalnym znakiem konwencjonalnym, dzięki któremu "honoraria cechowanych tłumaczy by haussowały".

God pickles you!

W felietonie nowojorskim z 1955r. pt.:"Niech was pan Bóg zamarynuje" King wspomina "urwipołcia" latającego na szybowcach, który w czasie II wojny światowej trafił do Anglii z innymi lotnikami. Jak wspomina autor: "Właśnie odlatywali lotnicy angielscy, chłopak w imieniu innych chciał ich pożegnać staropolskim Boże was zachowaj. Nie mieli polskiego słownika, tylko oksfordzki, coś pamiętał, że to chyba będzie preserve, zajrzał, podobał mu się odpowiednik pickle (marynować).

- God pickles you – powiedział uroczyście.

Zaraz w pierwszym locie bojowym musiał skakać ze spadochronem z palącej się maszyny. Gładko wylądował, widzi, że biegną do niego żołnierze angielscy, gotuje się do wymiany komplementów, aż tu podbiega sierżant-mayor i pyta:

- Would you like a nice coup of tea, sir?

Bo spadanie spadaniem, ale właśnie był tea time."

Autor "Tędy i owędy" kończy felieton, zwracając się do kochanych chłopców z nieba – "God preserve You!... Boże Was przechowaj dla lepszej pamięci! Boże Was zachowaj w pamięci narodu!"

Tropem Wańkowicza - życzymy wszystkim dobrym tłumaczom, by ich honoraria haussowały!

Wańkowicz Melchior, "Tędy i owędy. Zupa na gwoździu", Prószyński Media Sp. z o.o., Warszawa 2010.

Przenikliwi artyści słowa

Zawód tłumacza określił jako szlachetny sam Jan Parandowski w trakcie inauguracji Międzynarodowego Zjazdu Tłumaczy Literatury Pięknej Penclubu Polskiego w 1958 r. Podkreślił, że pisarze uważają najwybitniejszych tłumaczy za sprzymierzeńców w sztuce słowa, których inwencja, subtelność, wyobraźnia, smak i wirtuozostwo jest równe pracy pisarza. Tłumacze wg Parandowskiego to artyści słowa zdolni przenikać osobliwe i urzekające tajemnice kunsztu pisarskiego. Autor "Alchemii słowa" podkreśla, że "tłumacz jest przede wszystkim wiernym sojusznikiem autora. Bez niego nawet największy pisarz pozostaje poza granicami własnego kraju nieznany, dzięki jego pomocy wyrusza na podbój dusz, któreby się nie były znalazły w jego zasięgu. Ogłaszany przez UNESCO Index Translationum pozwala nam śledzić cyrkulację autorów i dzieł po całym świecie, obserwować ze wzruszeniem niesamowite koleje niektórych zjawisk literackich. A te grube tomy Indeksu, gdzie się zapuszczamy jak w dziewiczy las, głoszą pochwałę tłumacza, który zbliża wzajem najbardziej oddalone kraje, wprowadzając do nich myśl, wizję świata nasyconą przeszłością, tradycją i pewnym stanem życiowym odmiennym i przez samą tę odmienność zdolnym zapładniać, użyźniać życie duchowe obcego narodu. Dzieje literatury wskazują nam, jak często odnowę jakiegoś piśmiennictwa narodowego wywoływał bodziec zewnętrzny – w postaci wpływu zagranicy – i każda literatura, nawet najbogatsza, jeśli żyje w atmosferze obojętności względem myśli i form, jakich sama nie wytworzyła, narażona jest na sklerozę i jedynie nagłe wtargnięcie cudzoziemskiego ducha przywraca jej siły i świeżość." (www.penclub.com.pl/historia)

Tłumacze – ci genialni wspólnicy pisarzy

Gabriel Garcia Marquez w felietonie "Ci biedni dobrzy tłumacze" pisze: "Ktoś kiedyś powiedział, że tłumaczenie to najstaranniejsza lektura. Dodałbym, że również najtrudniejsza, najniewdzięczniejsza i najgorzej płatna. Traduttore, traditore, mówi ludowe porzekadło, co oznacza, ni mniej, ni więcej, że tłumaczenie jest po prostu zdradą." Ten kolumbijski noblista - cytując wybitnego tłumacza francuskiego Coindreau, który ujawnił małpie naśladowanie pisarza przez tłumacza - podkreśla, że tłumacz bez względu na wszystko przyjmuje postawę pisarza. "Tłumaczenia Coindreau – pisze dalej Marquez – pisarzy amerykańskich na język francuski, jeszcze wówczas młodych i nieznanych – Williama Faulknera, Johna Dos Passosa, Ernesta Hemingwaya, Johna Steinbecka – mało że są wyśmienite, to jeszcze pozwoliły zaistnieć we Francji całej historycznej generacji, której wpływ na współczesnych europejskich kolegów – nie wyłączając Sartre’a i Camusa – jest absolutnie oczywisty. Coindreau nie był więc zdrajcą wobec pisarza, ale przeciwnie – jego genialnym wspólnikiem, podobnie zresztą jak wszyscy dobrzy tłumacze wszech czasów, których osobisty wkład w tłumaczony utwór jest zwykle nie zauważany, za to wyolbrzymia się niedoskonałości przekładu. Każdy, kto czyta jakiegoś pisarza w obcym języku, odczuwa naturalną chęć tłumaczenia. Jest to zrozumiałe, ponieważ jedna z przyjemności lektury – podobnie jak i muzyki – polega na tym, że można się nią dzielić z przyjaciółmi."

Marquez Gabriel Garcia, "Morze utraconych opowiadań i inne felietony 1980–1984", Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA, Warszawa 2002.

Język – znak tożsamości

O złożonej sztuce przekładu wykładał cesarz polskiego reportażu – Ryszard Kapuściński podczas I Światowego Kongresu Tłumaczy Literatury Polskiej zorganizowanego przez Instytut Książki w 2005r. Zwrócił on uwagę na doniosłość komunikacji międzyjęzykowej i wynikającej stąd kulturowej i społecznej roli tłumacza. Podkreślił, że dzięki przekładom fundamentalnych dzieł odnajdujemy klucz do zrozumienia obcych cywilizacji.

Kapuściński docenia wiodącą rolę tłumacza, do którego wszyscy będziemy się zwracać, by nawiązać dialog i porozumienie w wielokulturowym świecie. Docenia też wagę współczesnej cywilizacji tekstu i słowa pisanego. W wielojęzycznych kulturach tego świata jesteśmy ciągłymi przybyszami, którzy – by okazać szacunek gospodarzom – uczą się kilku słów z ich rodzimego języka. Ten kulturowy eksplorator innego świata stwierdza, że:

"Język to największy skarb kultury, a jednocześnie najbardziej czuły i rozpoznawalny znak tożsamości. Wspominam o tym, aby podkreślić, z jak bardzo wrażliwą i delikatną materią ma do czynienia tłumacz, jak musi mieć wyostrzony wzrok i słuch językowy, językowy gust i intuicję, językową pamięć. Są to cechy najniezbędniejsze, tym bardziej że języki, z którymi tłumacz ma do czynienia, ulegają ciągłej przemianie, stałym przekształceniom, są w nieustannym ruchu, wzbogacają się, ewoluują, poszczególne słowa nabierają nowych odcieni i znaczeń. Jakiego potrzeba tu doświadczenia, czujności i smaku, aby wychwycić i odczytać sygnały tych zmian napływające do nas z czytanego tekstu, z jego tej warstwy, z jego wnętrza!"

Kapuściński zwraca uwagę na etymologię słów: tłumaczyćtłumacz. W najbardziej elementarnym znaczeniu tłumaczyć znaczy przekładać z jednego języka na inny. W szerszym znaczeniu tłumaczyć znaczy objaśniać, interpretować, zdawać sprawę. Pisarz określa tu rolę tłumacza w wielokulturowym świecie jako tego, który przekładając uświadamia odbiorcom istnienie – jak to określa – Innego, jego odrębności i niepowtarzalności. Znamienne i często cytowane są słowa tego wybitnego reportażysty i myśliciela:

"Przekładając tekst – otwieramy Innym nowy świat, tłumaczymy go, a tłumacząc – przybliżamy, pozwalamy w nim przebywać, uczynić go cząstką naszego osobistego doświadczenia. Jakże więc dzięki wysiłkowi tłumacza rozszerzają się nasze horyzonty myślowe, pogłębia nasze rozumienie, nasza wiedza, ożywa wrażliwość."

Ryszard Kapuściński, "Tłumacz – postać XXI wieku". Tekst wygłoszony w Krakowie 12 maja 2005r. podczas I Światowego Kongresu Tłumaczy Literatury Polskiej zorganizowanego przez Instytut Książki, (www.culture.pl/pl/dzielo/podroze-z-ryszardem-kapuscinskim-opowiesci-trzynastu-tlumaczy)